• A. Szober

SENSO-Mama

Nie bez powodu ten wpis pojawia się dzisiaj na blogu. Piszę go właśnie z myślą o mamach :)

O kobietach, które robią wszystko, co mogą, aby wspierać rozwój swoich dzieci. Jednak mnogość informacji, rozwiązań czy porad w tym zakresie, może człowieka zwyczajnie przytłoczyć. Podobnie zresztą, jak dziecko może przytłoczyć nadmiar bodźców zwany przestymulowaniem.

Obserwujemy na rynku coraz więcej zajęć w duchu wspierania rozwoju sensorycznego dziecka. Pomysł? - Złoto! Ja sama zaliczam się do grona tzw. SENSOŚWIRÓW ;) Jednak z perspektywy czasu nie wiem, czy ponownie wzięłabym np. udział w szkoleniu z Sensoplastyki®. Na przestrzeni minionych lat, przeprowadzonych zajęć, obserwacji maluchów i ich opiekunów, własnych doświadczeń, mogę powiedzieć jedno. Są takie chwile, kiedy zbyt często słuchamy obcych osób, a za rzadko... Siebie! :)


Dziecko, jeszcze na dłuuugo przed pojawieniem się na świecie, znajduje się pod Twoją czułą i troskliwą opieką. Kiedy jednak rozwija się świadomość odpowiedzialności za zdrowie, życie i bezpieczeństwo tak delikatnego, małego człowieka, bardzo często pojawia się również strach. Szczególnie strach przed tym, że zrobimy mu krzywdę. Tak sobie jednak myślę, że wielu z nas żyje i ma się całkiem nieźle mimo zjadania piachu, zbierania kamieni i patyków, czy transportowania robaków na własnym ciele. Jeśli więc nam się udało ;), co ogranicza Cię w przypadku własnego dziecka? Powodów jest wiele, ale w moim subiektywnym odczuciu, najgorszy z nich, to... konieczność dokonywania WYBORÓW. Tak, dobrze widzisz! Problemem dzisiejszych czasów nie jest to, że czegoś nam brakuje, lecz fakt, że wszystkiego jest za dużo. Stale musimy wybierać, a jak wiadomo - w trosce o swoją pociechę chcemy wybierać jak najlepiej. Często jednak zaciera się granica pomiędzy najlepiej, a najwięcej. Wystarczy jednak pozbyć się przedrostka naj-, aby dostrzec wyraźną różnicę, że więcej wcale nie oznacza to samo, co lepiej. Wiedziały to nasze mamy, nasze babcie, prababcie i tak dalej... :) Wychowały sprawnych ludzi bez świecących kostek, grających stolików i tabletów (Tak wiem, że zapominają o tym często na widok swoich wnucząt!;D).

Rozwijając zatem swoją wiedzę o integracji sensorycznej zaryzykuję stwierdzeniem, że każdy z tych senso-trendów ma w sobie wiele dobrego, ale tylko jeśli czerpiąc z nich, samodzielnie stworzymy własny, spójny z potrzebami dziecka sposób działania. Swoistą filozofię życia. Bo wspieranie rozwoju, to nie tylko godziny spędzone w salach zajęć i salach terapeutycznych. To jest ŻYCIE CODZIENNE i kształtowanie umiejętności niezbędnych do poradzenia sobie z tym życiem.

Spotkałam w swojej pracy dzieci taplające się w błocie oraz takie, które boją dotknąć się wszystkiego, co nieznane. Odkrywców i obserwatorów. Złośników, śmieszków. Dzieci lękliwe, wycofane, nieporadne, aspołeczne. Spotkałam też rodziców, którzy często bardziej niż konkretnych inspiracji do zabaw, potrzebowali wiedzy umacniającej ich działania. Wiedzy o tym, jak maluch się rozwija i czego do tego rozwoju potrzebuje. Nie przepisu na farby lodowe, tylko obrazu tego, co dzieje się w momencie, kiedy niemowlak po raz pierwszy w życiu tegoż lodu dotyka, smakuje. Świadomość, że to, co dla nas dorosłych jest oczywiste i błahe, dla dziecka bywa przeżyciem iście kosmicznym. Nie pamiętamy o tym, bo najczęściej korzystamy już tylko z dobrodziejstw, które te przeżycia kiedyś nam dały - wiedzę i umiejętności. Pozbawiając dziecka tych przeżyć i doznań, nie dajemy mu szansy na zdobywanie nowych informacji, przetwarzanie ich, łączenie i dopiero później - skuteczne wykorzystywanie. Tymczasem pomocne, atrakcyjne zajęcia sensoryczne są bliżej niż Ci się wydaje! - Mycie, obieranie, krojenie, skubanie, tarcie, rwanie, rozcieranie, ugniatanie, wałkowanie, przelewanie, wycieranie, toczenie, ubijanie, łamanie, układanie, smarowanie, przesypywanie, mieszanie, oddzielanie, sortowanie.

A to dopiero kuchnia i to jeszcze przed konsumpcją! ;)


Bycia SUPER-MAMĄ nie mierzy się w pieniądzach i rzeczach.

To według mnie suma czasu, który poświęcasz swojemu dziecku, uważności dzięki której obserwujesz jego poczynania, refleksji nad tym, co zobaczyłaś, działania, które konsekwentnie podjęłaś i błędów, dzięki którym wiesz i czujesz jeszcze więcej.

Pewnie brzmi to dosyć zabawnie "w ustach" osoby, która nie ma swoich dzieci, ale... Prawdopodobnie takim człowiekiem chciałabym kiedyś być dla Małej Wielkiej miłości, która pojawi się w moim Wszechświecie :)




64 wyświetlenia

Bądź na bieżąco:

  • Facebook
  • Instagram
  • YouTube
  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon
  • Black YouTube Icon